Wspomnienia Ofiary a Bractwo Himawanti

Mam na imię Janusz. Jestem w Bractwie Himawanti już od wielu lat. W zasadzie jako agnostyk. Tak długo, że nie pamiętam od kiedy. Chociaż wypada pamiętać. Chyba z 15 lat. To sporo, żeby zobaczyć czy są jakieś nieprawidłowości czy też nie ma. A przecież trudno wymagać aby jakakolwiek organizacja była idealna.

Widziałem w tym czasie kilka tysięcy ludzi na różnych zajęciach. Na odwyku z narkotyków i alkoholizmu. Na terapiach dla ofiar molestowanych lub gwałconych w dziecińśtwie przez pedofilów. Na zlotach ekologów w Tęczowej Dolinie. Na jodze i medytacjach z czakramami.

Himawanti Sampraday

Himawanti Sampradaya

Czasem bywała grupa 20-30 osób, czasem 200-500 osób albo wykład dla 2000 tysięcy ludzi jak w Katowicach na zlotach Szamanów i Czarowników. Na Ślęży i pod Łysą Górą na zlotach gdzie było po kilkuset joginów i medytujących. 

Mnie najbardziej interesowały programy terapeutyczne dla ofiar gwałconych w dzieciństwie przez pedofilów – tych w sułtannach. Bo taka też byłą część mojego dzieciństwa i przez 3 lata pierwsze jeździłem tylko na każdą terapię dla ofiar pedofilów. Jako ofiara, bo pedofil, ksiądz pedofil mnie w dzieciństwie upił i zgwałcił. A dawno to było. Fakt.

Program terapeutyczny to zwykle 2-3 dniowe seminarium z wykładami i ćwiczeniami terapeutycznymi, bardzo różnymi. Terapia ofiar pedofilów to taki wstydliwy temat. Byłem na zlocie ofiar księży pedofilów w Częstochowie – jako były ministrant. To był ten słynny zlot 15-18 sierpnia 1996. Wtedy Lalita Mohan Ryszard Matuszewski miał prowadzić osobiście. Nie dotarł. Został zatrzymany przez policjantów i był torturowany pod Jasną Górą. Przez policjantów z komendy „Trójkąt”.

Widziałem jego sińce, wypuścili go na niedzielę tylko. Chcieli uniemożliwić spotkanie nas – ofiar księży pedofilów w Częstochowie. Taki mieli nakaz z Jasnej Góry, żeby rozbić seminarium osób mówiących głośno o klesiej pedofilii. W Polsce było w tym czasie gorzej niż w Irlandii. W Irlandii o zbrodniach księży pedofilów już mówiono głośno. Dla nas jeszcze w Polsce nie ma milionów Euro odszkodowań. Są za to policyjne napady na Mohana  Ryszarda Matuszewskiego. Od 1996 roku. Takie ataki pedofilów i pedofilskiego pornobiznesu.

Chcę o tym popisać trochę dla świata. Prawdę o powodach szkalowania Bractwa Himawanti w internecie, niektórych pedofilskich chyba gazetach i telewizjach czy raczej programach. Bo dziennikarzy pedofilów też nie brakuje. Wiem to od wielu ofiar molestowania, które na takich terapiach opowiadają co i od kogo nas spotkało. Nie tylko ofiary księży pedofilów przychodzą do grup terapeutycznych Bractwa Himawanti.

Używane są gównie nowoczesne metody terapii. Psychoanalityczne, psychosynteza, treningi rebirthingu, relaksacji, rozwiązywanie problemów, radykalne przebaczanie, psychologia głębi, proces psychoterapeutyczny, odreagowanie twardych emocji ze wsparciem grupy. Jest bardzo dużo bólu do wyrzucenia.

Rok chodzenia na takie terapie to może być mało nawet dla osoby jeden raz zgwałconej przez pedofila. Takich jak Roman Polański powinno się nie tylko więzić długo ale i kastrować publicznie w wyraźny sposób. Niewątpliwie. 

A Polska to ciągle raj dla pedofilskich mafii i zboczeńców. Prokuratorzy zamiast łapać pedofilów, także tych w sutannach, raczą represjonować przeszukaniami pomieszczenia Bractwa Himawanti, bo rzekomo pedofilów terroryzujemy i pedofilom jako ich ofiary zagrażamy. A szajki pedofilskie 5-8 miliardów złotych rocznie zarabiają na produkcji dziecięcej pornografii w Polsce.

Byłem w paru innych organizacjach pomocowych szukać pomocy jako ofiara księdza pedofila ale w początku lat 90-tych psycholodzy i seksuolodzy kazali mi isć do spowiedzi i nie bluźnić na księdza. Dlatego trafiłem do Bractwa Himawanti, pomigo jego orientalnych aspektów kultowych z Bogiem Śiwą i Parwati. Jogą i medytacjami. Jako były ministrant.

Mam nadzieję, że Kościół katolicki zostanie kiedyś zdelegalizowany za wszystko zło jakie przez wieki wyrządzili jego przywódcy, także ci w osobach księży i biskupów. O tym zamierzam pisać. A jak mi tego polskiego bloga zamknie katolicka czy tam pedofilska cenzura, to teksty przeniosę na jakiś Irlandzki albo Amerykański, gdzie można o tym pisać bez cenzury zboczeńców.

Do terapii w Bractwie Himawanti chciałem zachęcić wszystkich, co mieli problemy  w życiu typu molestowanie seksualne, zgwałcenie, zastraszanie przez zboczeńca, ekshibicjonistę czy pederastę gwałciciela. Pozdrawiam wszystkich miłych czytelników. I tych szczególnie którzy rozumieją problemy ludzi takich jak ja, Janusz.

Z początku zastanawiałem się co racjonalista i sceptyk może przeżyć w organizacji która w ofercie swoich zajęć terapeutycznych ma dużo wątków duchowych, metafizycznych, a nawet kultowych. Z czasem zrozumiałem, że każdy oferowany program jest dla tych, którzy go potrzebują. Zatem dla mnie jako racjonalisty najbardziej odpowiednie w Himawanti pozostały terapie dla osób zgwałconych w dzieciństwie przez pedofila.

Wcale nie musiałem jechać na jakieś zajęcia kultowe ani robić praktyk duchowo-religijnych. Bardzo przydały mi się terapie związane z rozwiązywaniem dylematów sumienia. Byłem w końcu zgwałconym przez pedofila ministrantem, pobożnym. Przed wydymaniem pobożnym. Potem wcale.

Pozwolisz czytelniku, że będę kontynuować moje wspomnienia z Bractwa Himawanti. Brałem udział w wielu programach dla ofiar pedofilów, dla ofiar przemocy, dla ofiar gwałtu. Z dzieciństwem popapranym kiedyś trzeba się rozliczyć, bo inaczej można skończyć na drzewie wisząc, albo wyskoczyć z 8 piętra. Parę moich znajomych z tym samym problemem tak skończyło. Zabili się bo nie wiedzieli jak żyć z tym piętnem jakim jest wykorzystanie czy zgwałcenie przez pedofila. A już szczególnie przez księdza pedofila. Im w seminariach nikt jeszcze nigdy nie tłumaczył że molestowanie dzieci i nastolatków to szkaradne zło.

Jeszcze lepiej to zrozumiałem, widząc przez lata w Bractwie Himawanti na terapiach psychiki i życia, jak inni cierpieli jeszcze nawet bardziej niż ja. Wysłuchanie koszmarów życia osób po gwałcie pedofilskim, tak 20-30 w grupie, powoduje już, że własne przejścia bledną znacznie. I mniej dolegają. Budzi się współczucie do innych w grupie terapeutycznej. Człowiek nie skamla już tak jak przedtem na własne przejścia. Ale ci co zostają z tym sami, napiętnowani na jakiejś wsi nie mają lekko. Jeśli wszyscy w Twojej wiosce wiedzą, że ksiądz lubi młodych ministrantów, siedzą cicho i zakazują o tym mówić głośno to jest to zyciowy koszmar.

Nie rozumiem jeszcze tej wsiuńskiej mentalności w Polsce, że jakis pedofilek i jego dobro osobiste jest dla ludzi bardziej cenne niż dobro osób, które skrzywdził potwornie gwałcąc, upijając i gwałcąc, obmacując. Przecież to oczywiste, że taki ksiądz nie jest święty i błogosławiony. Nie stoi za nim żaden tam Bóg ani siła wyższa. Chyba że diabelska jakaś, ale mój rozum jest oporny na nieuchwytną metafizykę, woli szkiełko i oko oraz próbówkę.

Czemu ludzie bronią zboczeńców na swoich parafiach? A przecież od wielu osób słyszałem to samo, co było na mojej wsi. Kasiądz jest swięty. Zgwałcenia dziecka nie przyjmuje się do wiadomości. To obrażanie Boga jak się mówi prawdę, o tym co działo się się z księdzem wieczorem na plebanii.

Tak plebania – to przerażające miejsce, które powinno być z przeźroczystego szkła, żeby wszyscy widzieli jawnie co się tam brudnego dzieje. Jak krzywdzone są dzieci. Dużo więcej dzieci jest krzywdzonych przez pedofilów niż się o tym w Polsce mówi i pisze. Oficjalnie tylko około 10 procent przypadków trafia do prokuratury i sądu.

My ofiary pedofilów jesteśmy zastraszani i terroryzowani. Tak przez samych wpływowych i wysoko postawionych zboczeńców jak i przez religijnych członków rodzin, wsi czy małego miasteczka.

Czy pedofil ma prawo czuć się skrzywdzonym, kiedy mówię o nim głośno i piszę o tym jak bardzo mnie skrzywdził, jak zniszczył moje dzieciństwo? W Polsce nie możemy mówić o tym w zbyt wielu miejscach, często nawet w 2009 roku jeszcze, własna rodzina nie chce słyszeć o tym, że ich proboszcz takie zło czynił. Ale pewnego dnia się odważyłem, było to w 1997 roku, parę lat terapii i wsparcia w grupie ofiar pedofilów Bractwa Himawanti.

Rodzinny obiad, z krzyżem i opłatkiem. Wzięłem to wszystko ze stołu i wywaliłem, rozdeptałem punktualnie o godzinie 17-tej. Wykrzyczałem rodzinie, że tam gdzie ja jestem, ja ofiara księdza pedofila, gwałcony wielokrotnie jako ministrant w dzieciństwie, tam żadnego katolicyzmu ma nie być, nigdy, nawet symbolicznie.

Każda inna religia tak, ateizm i komunizm też, ale katolicyzmu ani trochę. Żadnych katolickich obrazków, wizerunków, krzyżyków. Dramatyczni, ostro i stanowczo trzempokoleniom mojej rodziny wyperswadowałem, że ja wymagam zakazu dla katolicyzmu w moim rodzinnym domu, i wszędzie tam gdzie przebywam.

Kościół mimo napisania do niego w tej sprawie do dzisiaj mnie nie przeprosił za swe lubieżne, zboczone czyny. Kościół nie ma prawa być obecny w moim życiu. Pedofilski koszmar jakoś trzeba zakończyć.

Wszystkich zatkało, do dziś rodzina ma zakaz mówienia cokolwiek dobrego o księżach i kościele katolickim w mojej obecności. Bractwo Himawanti nauczyło mnie mówić tę bolesną prawdę głośny, prosto w oczy tych, co sobie tam wierzą w te bzdety o świętości księży. Jest to bardzo dobra w mojej ocenie część terapii, aby uporządkować tabu piętna w swoim życiu jakim jest zgwałcenie przez pedofila.

Pokazać seksualnego zboczeńca palcem, i publicznie muwykrzyczeć: to Ty mnie zboczeńcu zgwałciłeś jak miałem 10 latek… Gdyby tak robiły wszystkie ofiary nie musząc się wstydzić społecznego piętna, zboczeńcy kryliby się w kopalniach albo na Marsie. Ale jeszcze nie każdy w tej propedofilskiej Polsce może się odważyć, a wizerunek i nazwisko pedofila są dobrem wyższym prawnie chronionym i nie można takiego piętnować… A szkoda. To się musi zmienić w tym kraju czy raczej polskim pedofilskim raju. Polska to ciągle raj dla pedofilów, którzy z innych państw Europy i świata przybywają korzystać z pedofilskich burdeli, z dzieci przymuszanych do prostytucji, czasem przez zboczone pedofilskie i kazirodzkie rodziny. I wcale nie są to rzadkie zjawiska.

Nawet przez jeden cykl zajęć terapeutycznych w sobotę i niedzielę można się od innych ofiar tej zbrodni jaką jest gwałcenie, wykorzystywanie, molestowanie, ekshibicjonizm i podobne dewiacje bardzo wiele dowiedzieć o tym kim są pedofile – zboczeńcy seksualni. Typowy pedofil to nie jest wcale osoba upośledzona umysłowo, która nie wie co czyni, choć i takie przypadki widziałem na terapiach ofiar pedofilów w Bractwie Himawanti. Upośledzony synek pedofil gwałciciel był jednak synkiem bogatej i wpływowej osoby w jednym województwie. Dlatego pozostał bezkarny.

Typowy pedofil może być policjantem, księdzem, biznesmenem, prokuratorem, sędzią, oficerem Wojska Polskiego, politykiem, informatorem policji – osobą nietykalną, z dużym poparciem. Może być bogatym wujkiem utrzymującym całą rodzinę. I cała rodzina takiego biznesmena zadba, aby uciszyć ofiarę, a nie kastrować wujka.

Nie mam wątpliwości, że rozmaite oszczerstwa wypisywane pod adresem Bractwa Himawanti i Mohana Ryszarda Matuszewskiego czy Ireny Barcz na różnych stronach i forach w internecie są robione z zemsty przez mściwych z natury zboczeńców seksualnych, których ofiary zabrały głos w ich okolicy czy środowisku. Nie wierzę, że zwykły człowiek bez powodu zabawiałby się szerzeniem oszczerstw akurat o Bractwie Himawanti. Osobnicy wypisujący, że Bractwo Himawanti jest dla nich zagrożeniem są albo pedofilami gwałcicielami dzieci, albo właścicielami pedofilskich burdeli lub producentami dziecięcej pornografii.

W świetle tego co wiem o terapii ofiar pedofilii, jak zboczeńscy seksualni są okrutni i psychopatycznie sadystyczni, nie ma innej możliwości. Sama pedofilia to już prymitywne okrucieństwo. Dlatego ci prymitywni, okrutni i zboczeni ludzie wypisują androny na temat Bractwa Himawanti. Także na temat liderów, a szczególnie znakomitych terapeutów mających sukcesy w leczeniu ofiar zboczeńców seksualnych. Przez te lata jeżdżeni ana terapie antypedofilskie, byłem na seminariach u ponad 30 rozmaitych liderów Bractwa Himawanti.

U Mohana Ryszarda Matuszewskiego tak tylko co piąte zajęcia byłem. Poznałem wybitnych specjalistów jak Marek Cieślak z Bydgoszczy, który sam był w seminarium duchownym, gdzie poznał przez kilka lat studiów teologii na czym owa teologia polega w praktyce. Opowiadał nam o tym na swoich programach zajęć obszernie, czym zachęcał do zwierzeń. A opowiedzenie o tym co człowieka spotkało ludziom do których można mieć zaufanie, bo wycierpieli to samo, a nawet mieli znacznie gorzej – to podstawa dla rozpoczęcia terapii.

Marek w późniejszych latach wyjechał prowadzić terapie najpierw do Niemiec a potem do Australii. Jednak bardzo dobrze go wspominam z początkowej mojej terapii dla ofiar pedofilów prowadzonej w ramach tak zwanej służby społecznej Bractwa Himawanti.

Zastanawiam się czy wiele forów i stron jakie przepisują bezmyślnie różne głupoty na temat Bractwa Himawanti robią to bezmyślnie czy mają jakiś ukryty cel. Skoro wszyscy wiedzą, że Bractwo Himawanti od wielu lat zajmuje się działalnością terapeutyczną, pomocą ofiarom przemocy domowej, pomocą ofiarom pedofilów, a nawet dziećmi torturowanymi przez swych rodziców czy krewnych, to chyba łatwo pojąć każdemu kto może brzydko pisać w internecie, albo w radio czy TV wyrażać awersję do Bractwa Himawanti.

Pamiętam pewną kobietę z Bydgoszczy, jak przychodziła do grupy terapeutycznej. Była z Bydgoszczy, miała na imię Krystyna. Szukała pomocy bo w dzieciństwie była gwałcona przez ojca, wujka i starszego brata. Miała męża, który ją często bił, a po bicu gwałcił jak nie miała ochoty na seks będąc pobita.

Na jakiejś kolejnej weekendowej sesji, ten jej mąż raczył przyjść i wtargnąć na zajęcia prowadzone przez terapeutę Marka Cieślaka. Wpadł i zaczął tę kobietę szarpać,  wyzywać, a w końcu bić. Uczestnicy musieli go cokolwiek uspokoić ręcznie i wyprowadzić, a biedna kobieta bała się wracać do domu. Bractwo Himawanti z Bydgoszczy pomogło kobiecie znaleźć miejsce w jednym ośrodku opieki dla maltretowanych żon, a sprawą zajęła się policja. Kilka osób zeznało, że osobnik wtargnął i zaczął żonę maltretować za to, że chodzi na terapie ofiar przemocy domowej i gwałtu w dzieciństwie.

Tak, takich przypadków widziałem całkiem dużo.

Jakoś tak w 2003 roku przy okazji znieważania Bractwa Himawanti przez pedofilów i handlarzy narkotyków, widziałem jak ten typ co maltretował swoją żonę, wypowiada się w telewizji, że Bractwo Himawanti to niebezpieczna sekta, a Mohan Matuszewski to groźny terrorysta. Widać temu bandycie zachciało się zemsty.

Wszak sąd orzekł mu rozwód i zakaz zbliżania się do żony i dzieci, a co więcej dostał za wielokrotne pobicia własnej żony, brutalne znęcanie się i torturowanie jej łącznie 4 lata więzienia. Tyle, że jak wyszedł w 2001 znowu pobił tym razem już byłą żonę. I miał kolejną sprawę w sądzie, co nie przeszkodziło takiemu w występowaniu w telewizji i szkalowaniu Bractwa Himawanti oraz Mohana Ryszarda Matuszewskiego.

Jest to zadziwiające, jak polscy dziennikarze stali po stronie bandyty katującego własną żonę, a także dzieci, byleby tylko oczernić uczciwą organizację, która niesie wszechstronną pomoc i wsparcie dla ofiar terroru i gwałtu, dla ofiar takich zwyrodnialców co są w rzeczywistości sadystycznymi damskimi bokserami. W zasadzie takich przypadków, tak zmaltretowanych przez lata osób jest w Bractwie Himawanti na różnych sesjach terapeutycznych bardzo dużo.

Muszą się ofiary przemocy i gwałtu wygadać ze swych problemów, często wypłakać, bo życie potrafi doprowadzić swe ofiary do skrajnego bólu, muszą posłuchać innych, co ich spotykało, muszą w końcu zacząć coś ze swym życiem zrobić aby zmienić je na lepsze. W wypadku przemocy domowej jest to często rozstanie się z domowym terrorystą, z jakimś damskim bokserem czy innym psychopatą terroryzującym własną rodzinę.

Ból ofiar takich bandziorów domowych jest nieznośny, ale muszę powiedzieć, że mężczyźni bici i niszczeni przez własne żony także się zdarzają i wcale nie jest ich tak mało. Chłopu jednak ciężej jest opowiedzieć o tym, że żona go bije, a nawet katuje.

Cóż można powiedzieć o jakimś Tadziu z idotycznie długą Brodą, który namiętnie szkalował Bractwo Himawanti w TVN i Polsacie, udzielając rozlicznych wywiadów, a sam schował się lata temu w klasztorze kamedułów w Krakowie robiąc za mnicha ascetę. Bo go panienki rozliczne ścigały z artykułów o oszustwa matrymonialne, a także o obrzydliwe zachowania seksualne jak wydalanie moczu i kału na intymne miejsca wbrew woli zainteresowanej w nim rozkochanej.

Tadzio miał taki zwyczaj, że jak panienkę w sobie rozkocha to już się taką nie interesuje, ale żyje na jej koszt. Brał od kobiet pieniądze, a to na budowę domu, a to na zorganizowanie wesela i przepuszczał kasę z kolejną panienką, z której potem żył. Najpierw zainwestował, a potem wycyckał.

I taki Tadzio – pamiętam go – przyszedł na kilka zajęć do Bractwa Himawanti. Za panienką, która podjęła terapię. Miała Ania na imię. Nie mogła znieść tego, że jej facet Tadzio ją bije, obsikuje, kał na jej intymne części wydala. Związuje i gwałci, poi własnym moczem. Może niektórzy tak lubią, ale na siłę to nie smakuje. Jak ktoś lubi może sobie pić i jeść co chce. Ale Ania chciała się uwolnić od toksycznych relacji z mężczyznami. Bo Tadzio było kolejnym sadystycznym potworem w jej życiu. Chciała Ania zrozumieć jak nie wpadać w takie związki.

Tadzio był na kilku takich sesjach w latach 1999-2001, a potem zniknął na jakiś czas. Ania twierdziła, że z Tadziem sadystą zerwała. Jednak w 2002 i 2003 roku Tadzia także zobaczyłem w telewizji. Jako jednego z rzekomo „poszkodowanych przez sektę Himawanti – groźną i terrorystyczną!”

Nawet się zastanawiałem czy to jakiś spisek sadystów i zwyrodnialców, żeby Bractwu Himawanti zarzucać to czym sami są. A właściwie tacy damscy bokserzy i obsikiwacze to chyba nawet coś gorszego niż terroryści i sadyści. Jakoś żaden lump dziennikarski nie raczył słuchać ani o tym czym Bractwo Himawanti się zajmuje, jakie metody terapii ofiar terroru i gwałtu stosuje, aby ofiary mogły poczuć się bardziej komfortowo w swych bardzo spieprzonych przecież życiach.

Lumpen dziennikarze propedofilscy nie chcą zwykle słyszeć, że na zajęcia Bractwa Himawanti przychodzą osoby, które przeżyły gwałty i domowe bicie oraz znęcanie przez wiele lat i że się uwalniają od traumy swoich straszliwych przejść.

Dlaczego nikt z tych pisarczyków i dziennikarzyn nie zwrócił uwagi, że oskarżenia formułuje Tadzio kameduł, który sam się ukrywał przed sprawiedliwością? A taki przecież wobec jogicznej działalności Bractwa Himawanti może mieć też cele religino-polityczne. Może zwalczać konkurencję, chociaż akurat ta duchowa działalność tyczy tylko tych osób, które są takimi sprawami zainteresowane.

Nikt w Bractwie Himawanti nie ciągnął nigdy na tych zajęciach na których bywałem na żadne kultowe imprezy. Jak się ktoś domagał rozwoju duchowego, to brał sobie ulotki z informacjami o takich zajęciach i jak chciał to na takowe jeździł.

Tych dziennikarzy, którzy tak medialnie szkalowali Bractwo Himawanti można posądzać o brukowość. Tak, brukowe media i brukowe metody kłamania rodem z polskiego rynsztoka. Cała polityka i media są w tym jednym szambo umoczone. W szambo medialnych brukowych, paszkwilanckich afer. Taki swoisty syfilis polskości czy może katolickości.

Nie jest dla mnie jasnym czy ten syfilis medialno-polityczny bardziej wynika z polskości czy bardziej z katolickości. Ale w innych narodach nie ma aż takiego szamba pomawiania i znieważania jak w polskich mediach, które swych kłamstw i  oszczerstw zwykle ni eraczą dużymi literami sprostować.

Komu może zależeć na dyskredytowaniu Bractwa Himawanti, jak nie tym, co sami są szambem przemocy, zboczenia i podłości, szambem gwałtu, terroru i pedofilii?

Jak Pedofilska Mafia straszy Bractwo Himawanti

Na świadków zeznających w obronie lidera Bractwa Himawanti, który mówił głośno o pedofilii wśród księży i biskupów, padł blady strach już w 1999 roku, a potem znowu w 2002 roku i w 2003 roku oraz w 2005 roku. Jego przyjaciele, a także najbliższa rodzina i terapeuci ofiar pedofilów wydali broszurę, w której umieścili imiona, nazwiska oraz adresy członków pedofilskiej mafii, którzy prześladowali i niszczyli Bractwo Himawanti. Ujawnili też nazwiska operacyjnych oficerów CBŚ, którzy pedofilską mafię wspierali organizując napady na ośrodki terapeutyczne dla ofiar księży pedofilów i innych zboczeńców seksualnych.

A cóż zrobiła w odwecie polska policja? – Będzie śledztwo w tej sprawie – zapowiadał we wrześniu 2005 oficer CBŚ blisko związany z pedofilską mafią. Po 2 latach śledztwo umorzono, ale syf medialnego szumu jeszcze pokutuje w internecie na niektórych stronach pedofilskich autorów popierającyh tzw. rzekomą „dobrą pedofilię”.

O Bractwie Zakonnym Himawanti zrobiło się trochę głośno latem 2002 roku, tuż przed pielgrzymką papieża Jana Pawła II. Mohan Ryszard Matuszewski, indyjski ps. „Lalita Mohan”, jeden z ponad 120 liderów Bractwa Himawanti, został wtedy chamsko znieważony pomówieniem jakoby umieścił na jakimś forum internetowym list, w którym rzekomo zagroził, że zabije Ojca Świętego. Pomawiano go wtedy że jakoby korzystał z komputera w jednej z gliwickich kawiarenek internetowych.

Miał się też rzekomo pod listem podpisać nazwiskiem kolegi z Chorzowa, z którym się pokłócił. Nie miał jednak nigdy w Chorzowie żadnego kolegi, ani nie przebywał w Gliwicach w owym czasie ponieważ latem prowadzi grupowie terapie w formie obozów terapeutycznych dla ofiar księży pedofilów – albo w Bieszczadach, Krościenku, albo nad morzem, na Helu lub Wolinie. Pomawiający pedofile widać byli kiepsko zorientowani, że nie wiedzieli tego, co wiedzą wszyscy czlonkowie Bractwa Himawanti od dziesiątek lat.

Prawda jaka wyszła w śledztwie jest taka, że Mohan Ryszard Matuszewski przebywał w rzeczonym czasie w Gdyni, Gdańsku i na Helu, a rzekomy „kolega” był działaczem pedofilkiej mafii z Chorzowa i całkiem możliwe, że coś zamieścił ze swoimi wspólnikami od produkcji dziecięcej pornografii w Chorzowie. Pedofile legalizowali kasę z dziecięcych porno w fikcyjnie prowadzonym sklepie, a członkowie Bractwa Himawanti z Chorzowa to wykryli i wcześniej nagłośnili. A do tego ten pedofil z Chorzowa był poważnym przestępcą podatkowym o czym gawędziarze pedofilscy zwani dziennikarzami zapomnieli napisać.

Nie przypadkiem odsetek pedofilów wśród dziennikarzy należy do najwyższych, chociaż księży i pastorów nie przebili. Faktycznie Mohan Ryszard Matuszewski, jak i ponad 100 innych osób, terapeutów pracujących ciężko dla ofiar polskich księży pedofilów, publicznie namawiał Kościół katolicki, a w zasadzie księży pedofilów i ukrywających ich biskupów do rozliczenia się z masowej zbrodni Kościoła na dzieciach. Zbrodni gwałcenia dzieciątek ujawnianej od 20 lat coraz intensywniej na całym świecie!

Mistrza Mohana Ryszarda Matuszewskiego napadło wtedy w sierpniu 2002 całe Centralne Biuro Śledcze, działające na zlecenie pedofilskiej mafii. Jakoś tak jest w Polsce, że jak gangsterzy pomawiają kogoś na policji, to policja zaciekle atakuje pomawianego, bez zastanowienia się co czyni i jeszcze brnie ślepo w ciemną uliczkę pomówień. Łapówki tak zaślepiają, czy co? A jak terapeuci ofiar pedofilkiej mafii są straszeni lub porywani (jak Andrzej C. w Krakowa), to policja przez kilka lat nie chce nawet zawiadomienia o przestępstwie przyjąć. Kilka najgłośniejszych spraw skompromitowało już policję kompletnie, chociażby warszawską.

Jak poseł czy sędzia jedzie pijany 250 km na godzinę, to nawet mandatu mu nie można dać ani alkomatem przebadać, a jak chłop na rowerze jedzie po pijaku, to go CBŚ ściga i na 4 lata do więzienia zamyka. W sierpniu 2002 Ryszard Matuszewski, Mohan został na kilkanaście godzin przed przylotem papieża Jana Pawła II do Krakowa bestialsko napadnięty w Gdyni w czasie pracy terapeutycznej nad kolejną grupą ofiar molestowanych i gwałconych w dzieciństwie przez księży pedofilów z Pomorza. Ośrodek został kompletnie zdemolowany i zniszczony przez policyjnych bandziorów na usługach pedofilskiej mafii z Gdańska.

Do dzisiaj przestępcza policja państwowa nie zapłaciła ani grosza odszkodowania za swoją pedofilską zbrodnię rozbójniczą.

Zdemolowano też gliwicką siedzibę terapeutycznego ośrodka Bractwa Himawanti przy ulicy Błogosławionego Czesława w Gliwicach. Z ośrodków zrabowano i zniszczono kilkanaście komputerów, zrabowano składki członkowskie i mnóstwo innych rzeczy, wszystko co miało jakąkolwiek wartość lub służyło terapii ofiar pedofilów. A policjantów na usługach pedofilskiej mafii nawet publicznie jeszcze nie potępiono, chociaż taka zbrodnia służebna wobec pedofilskiej mafii jest niewątpliwie moralnym gnojem dla funkcjonariuszy państwowych.

Po kilkunastu miesiącach śledztwo chciano umorzyć, ale prokuratura na zlecenie pedofilskiej mafii wysłała Mohana Ryszarda Matuszewskiego na badania psychiatryczne, jednak ostatecznie biegli uznali, że w chwili rzekomego popełnienia czynu zabronionego „Mohan” był całkowicie poczytalny, a także zdrowy psychicznie.

W Bydgoszczy Ryszarda Matuszewskiego kilkakrotnie badano nie stwierdzając żadnej choroby psychicznej, a dwa zespoły biegłych wykluczyły nawet przebycie psychozy w przeszłości z uwagi na brak śladów psychotycznego defektu charakterystycznego dla takich chorób. Prokuratura sterowana pedofilską mafią złożyła jednak wniosek o uznanie Mohana Ryszarda Matuszewskiego za niebezpiecznego dla porządku publicznego i umieszczenie w szpitalu psychiatrycznym. – rozpowiadał w 2005 roku propedofilski jak widać prokurator Maciej Kujawski z Warszawy.

Psycholodzy stwierdzili bardzo wysoki iloraz inteligencji, wskazując, że Mohan Ryszard Matuszewski należy do ekscentrycznych geniuszy, a nie do świrków, gdzie widzieliby go pedofile zboczeńcy.

Członkowie antypedofilskiego Bractwa Himawanti ujawniają ciągle zbrodnie i przekręty pedofilów i pedofilek zwanych „świadkami” – tych zboczeńców którzy zeznawali przeciwko „Mohanowi”. Pewien kościelny dziennikarz, znany pedofil z Katowic pluł się w 2005 roku o ośmiostronicową broszurę, w której molestowani przez pedofilów i napadani przez policję na ich zlecenie ujawnili ich imiona, nazwiska oraz adresy miejsc pracy zboczeńców seksualnych.

Figurowały tam dane ponad 30 osób zaangażowanych w produkcję i handel pornografią dziecięcą. Większość z nich pochodziła ze Śląska. Członkowie Bractwa Himawanti określali ich mianem zboczeńców i dewiantów, a policjantów na ich usługach mianem złodziei i ciemiężców.

W latach 2005-2006 pewien ksiądz pedofil z Tarnowskich Gór przysyłał na internetowe konta liderów Bractwa Himawanti, w tym Mohana – groźby wykonania zabójstwa, pobicia, wybicia wręcz całej organizacji. Ksiądz pedofil wcześniej działał w Zabrzu i został do Tarnowskich Gór schowany, bo jego małoletnie ofiary i ich rodzice, zachęceni przez terapeutkę Barbarę Latoszek zaczęli się głośno domagać sprawiedliwości i odszkodowań od owego księdza pedofila.

Ksiądz zboczeniec zniknął, tak jak to się w Kościele chowa i ukrywa pedofilów, zamiast Kościół dla jego własnego dobra oczyścić ze zboczonych padalców i surowo ich karać. Zboczeniec zdradził się emailem wysyłanym z IP w Tarnowskich Górach, przez co ofiarom udało się zdobyć jego adres, ale policja i tak umorzyła wszelkie postępowania przeciwko temu pedofilowi. Ile jeszcze w tym kraju szykan i potwarzy oraz upokorzenia muszą wycierpieć ofiary księży pedofilów i ich rodziny!!!

Jako molestowane ofiary domagali się od nich miliona euro odszkodowania. Ulotki wysyłali do dziennikarzy, polityków i urzędników. – Jak będzie trzeba, rozrzucimy je też na ulicach. Wszystko za krzywdy „Mohana” – mówiła zamordowana przez pedofilską mafię w 2007 roku Barbara Latoszek z Zabrza, koordynująca ulotkową antypedofilską akcję członkini Bractwa Himawanti.

Barbara Latoszek wychowała ponad 70 nowych liderów terapeutów, także z Katowic, Częstochowy, Chorzowa, Sosnowca, Zabrza, Tych, Bytomia i Rudy Śląskiej, gdzie pedofile mają bardzo mocne wpływy we władzach i na swoją zakamuflowaną działalność dostają dotacje na liczne fundacje i stowarzyszenia.

Sprawę o pobicie i zabójstwo Barbary Latoszek, która zmarła wskutek pobicia przez pedofilski gang z Chorzowa, Katowic i Tarnowskich Gór, policja prawie natychmiast umorzyła, pokazując na czyich jest usługach.

Na pedofilów ze zboczonej seksualnie chorzowskiej mafii padł teraz blady strach. – ubolewał w 2005 roku jeden z katowickich dziennikarzy. Rafał M., pedofil którego nazwisko ujawniono, rzekomo grożąc ówczesnemu papieżowi, wyprowadził się z chorzowskiego mieszkania. – Ma żonę i małe dziecko, musi ich chronić, obawia się, że mu je odbiorą albo go zlinczują – tłumaczył policjant na usługach pedofilskiej mafii Waldemar K. z Katowic, dziś już emerytowany policjant. On też figurował na liście w związku z pedofilskimi zbrodniami na terenie Śląska.

Rzekoma lista, to wniosek zbiorowy kilkuset członków Bractwa Himawanti o objęcie dyskretną obserwacją wszystkich kilkudziesięciu podejrzanych o pedofilię lub krycie interesów pedofilskiej mafii. Część z tych bandytów aresztowano lub zatrzymano w latach 2007-2009 na wniosek Interpolu, gdyż wpadli dodatkowo na łowieniu dzieci w pedofilskie sieci przez Internet.

Członkowie pedofilskiej mafii i współpracujący z nimi policjanci nie oszczędzali także właściciela gliwickiej kawiarenki internetowej, z której rzekomo wysłano groźby, a nawet mieszkającej w Jaworznie żony „Mohana”, Małgorzaty Ewy M. Pedofil z Chorzowa zapomniał, że jak zapisał się na forum w internecie, podał swoje nazwisko i adres. Myślał, że jest anonimowy, kiedy wypisywał bzdury podpisując się inicjałami „R.M.”, takimi samymi jak z imienia i nazwiska miał Mohan, i niby to przypadkiem chwaląc się że jest z Himawanti. Był w szoku, kiedy do jego domu weszła policja. Wszak zboczeniec sam podał swój adres administratorowi portalu.

To w zasadzie nie dziwi, że policjanci biorą od różnych mafii i robią dla mafii usługi. W końcu ich policyjne pensje oraz emerytury nie są rewelacyjne jak na ryzyko jakie ponoszą dla siebie i rodziny. Ale z drugiej strony, krzywda jaka jest wyrządzana ofiarom gwałconym i wykorzystywanym seksualnie przez księży i świeckich pedofilów oraz takich policjantów napastujących ofiary pedofilów jest tak ogromna, że wydaje się słusznym każdy środek podjęty dla piętnowania tych seksualnych zboczeńców.

– Nie chcę o tym rozmawiać, bo pedofile są zdolni do wszystkiego – stwierdziła w 2005 roku wystraszona żona guru Bractwa Himawanti z Jaworzna, Małgorzata Ewa M. Jej obawy są o tyle uzasadnione, że w Bydgoszczy jej męża fikcyjnie i bezmyślnie oskarżała podstawiona kobieta – blondynka związana z Abramem – hersztem jednej z największych i najmocniejszych mafii handlującej dziećmi do zagranicznych burdeli pedofilskich.

Rzekome grożenie nieustannie brzęczącym w sposób ciągły nad uchem paralizatorem elektrycznym od świtu do nocy, w dniu 17 kwietnia 2003 okazało się wielką, zmyśloną lipą.

Głupia blondynka, prywatnie dupa pedofilskiego sutenera Abrama handlującego samotnymi kobietami z dziećmi do zagranicznych, najlepiej arabskich burdeli, nie wiedziała, że paralizatory używane w sposób ciągły po kilku minutach ulegają stopieniu i przestają działać. Zapomniała też o tym, że bateria szybko się zużywa i nie można brzęczeć kilkanaście godzin.

A na domiar złego, durnowata blondynka z pedofilskiej mafii w Bydgoszczy nie wiedziała, że Mohan Ryszard Matuszewski miał orzeczony dozór policyjny i musiał się meldować w gliwickiej komendzie policji.

Tak to pedofilska blondynka z Bydgoszczy wyszła na blond-idiotkę, gorzej znacznie niż w kawałach takie malują. Blondynka jednak dalej brnęła w swoje pomówienia, nie bacząc na to, że biegli sądowi z zakresu broni elektrycznej wykluczyli wiarygodność jej pomówień, a wyciąg z policji w Gliwicach wskazał, że Mohan Ryszard Matuszewski był w tym czasie w Gliwicach i meldował się w komendzie, gdzie zostawił podpis oraz nagranie z kamery, że był.

Jak dotąd członkini pedofilskiej mafii z Bydgoszczy i jej zleceniodawcy, znani Bractwu Himawanti, nie zostali za swe zbrodnie ukarani, chociaż jeden z nich siedzi w areszcie, za pedofilię, a jakże. Tak państwo polskie popiera pedofilski biznes międzynarodowy.

Sąd w Bydgoszczy skompromitował się kompletnie, próbując dawać wiarę pomówieniom w sposób oczywisty preparowanym przez pedofilską mafię. Tylko nikt nie bada jeszcze ile wzięła za to sędzina, zresztą leczona psychiatrycznie na odwyku alkoholiczka – jak ustalili obrońcy. A to też jest ważne, czy sędzia jest trzeźwy. Nietety w sądach powinny być alkomaty, o wiele bardziej niż w kopalniach czy hutach.

Czy powinno być skrzętnie skrywaną tajemnicą państwową to, że sędzina przychylająca się do roszczeń mafii cierpi na chorobę alkoholową o obrazie psychozy Korsakowa i ma trudności z tym, aby w czasie rozprawy utrzymać się na krześle Wysokiego Sądu? Czy sędzina może być na „rauszu” w czasie rozprawy, i dlaczego taką jeszcze przed alkomatem chroni immunitet?

O badanie trzeźwości sędziny Ewy K.L., wnosili obrońcy Mohana w Bydgoszczy, gdyż nietrzeźwość rzucała się w oczy. A może sędzina miała tremę przed kamerami dziennikarzy?

W ulotkach, jak o tym wyli z rozpaczy pedofilscy dziennikarze na usługach mafii, członkowie Bractwa Himawanti ujawnili rzekomo też nazwiska sześciu propedofilskich operacyjnych oficerów CBŚ, którzy prowadzili akcję przeciwko Mohanowi Ryszardowi Matuszewskiemu. Nazwali ich „gestapowcami”. – Nie zostawimy tego bez reakcji, będzie śledztwo w tej sprawie – zapowiedział we wrześniu 2005 nadkomisarz Zbigniew Matwiej, rzecznik prasowy CBŚ. W grę wchodzi złamanie przepisów ustawy o ochronie danych osobowych, zastraszanie świadków oraz znieważanie. – Działania skoordynujemy z komendą główną – dodał gen. Kazimierz Szwajcowski, ówczesny szef śląskiej policji.

Warto dodać, że za swe „zasługi”, ów szef śląskiej policji został wkrótce dyscyplinarnie schowany do Szczytna, a nazwisko, stopień służbowy i miejsce pracy policjantów to dane osobowe, jak najbardziej publiczne, a ich rozpowszechnianiem zajmują się same komendy policji.

Jak tu bowiem ukryć nazwiska komendantów policji czy szefów policyjnych wydziałów śledczych oraz dzielnicowych? Może tajne sądy kapturowe wprowadzić? Śledztwo szumnie nagłośnione przez dziennikarza pedofila z Katowic i Tych, zdechło zanim na dobre się zaczęło, bo każdy poszkodowany przez bandytów, ma po pierwsze prawo mówić głośno o tym, kto go skrzywdził, a już szczególnie ma prawo upublicznić imiona i nazwiska oraz numery służbowe i stanowiska przesłuchujących go policjantów, także tych, którzy podpisali się na dokumentach z przesłuchania.

Policyjni bandyci w szczególności nie mogą pozostawać anonimowi. A akta spraw sądowych jeszcze w pedofilskiej Polsce nie są tajemnicą państwową, szczególnie dla oskarżanego. O tym policjanci powinni pamiętać, zawsze jak angażują się w sprawy moralnie wątpliwe na zlecenie jakiejś mafii czy gangu.

Barbara Latoszek z Zabrza powiedziała w 2005 roku: – Niech robią co chcą, my się nie boimy. – Jednak już w 2007 zmarła wskutek zmasakrowania przez członków pedofilskiej mafii z Chorzowa. Bandyci są znani policji, ale rzekomo za mało dowodów jest do ich zatrzymania. Ale jakoś dziwnie, tysiące innych ludzi rocznie jest zatrzymywanych całkowicie bez powodu, tylko po to, żeby mogli posiedzieć w areszcie wydobywczym ze 3-5 lat. Bo może coś wiedzą i w końcu powiedzą…

Bractwo Zakonne Himawanti zostało reaktywowane w 1983 roku przez pochodzącego z Kaszmiru mistrza Swami Śyam Śhiv Baba, którego uczniem jest Ryszard Matuszewski, znany lepiej jako Lalita Mohan.

Policyjny Wydział Wyznań MSWiA odmówił rejestracji Bractwa Himawanti, bo jego statut i dokumenty rejestracyjne zawierały oprócz motywów orientalnych terapie dla ofiar molestowanych w dzieciństwie przez księży i pastorów pedofilów oraz zakonnice pedofilki – tak jak to jest w Indii.

Polscy działacze propedofilscy z Wydziału Wyznań MSWiA uważają, że takie zapisy godzą w porządek prawny pedofilskiej jeszcze Rzeczpospolitej Polskiej, chociaż Konstytucja i Prawo nie zabraniają pomocy ofiarom seksualnych zboczeńców, w tym księży i zakonnic. Kiedy Polska weźmie przykład z Irlandii – jeszcze nie wiadomo.

Bractwo Himawanti ma około 30 tysięcy członków, licząc wszystkich, w tym uczestników długoterminowych terapii antypedofilskich, a także praktykujących hatha jogę w kilkuset klubach hatha jogi, ashtanga jogi czy jogi dynamicznej i jogi klasycznej w całej Polsce. Mohan Ryszard Matuszewski już trzy razy był pomawiany groźnie przez bandytów z pedofilskich mafii, w Częstochowie, Warszawie i Bydgoszczy oraz przez jednego pedofila z Chorzowa w sądzie w Gliwicach.

Sąd Najwyższy już trzy razy Mohana Ryszarda Matuszewskiego uniewinniał, bo sądy niższych instancji były pedofilolubne czy może bardziej łapówkolubne. Jako adres do korespondencji Mohan Ryszard Matuszewski ciągle podaje skrzynkę pocztową nr 247 w Gliwicach 1. – To niezwykle groźny i przebiegły człowiek – mówią o nim pedofile na swych stronach internetowych i ich poplecznicy w policji.

Niewątpliwie, każdy kto pomaga ofierze chociaż jednego pedofila jest groźny dla wszystkich zboczeńców dymających dzieci, a szczególnie dla mafii pornopedofilskiej w Polsce.

Ja bym się pewnie załamał już na samym początku takiego prześladowania przez bogatych bandytów jakiego od 1996 roku doświadczał Mohan Ryszard Matuszewski. Ale z czasem człowiek zaczyna rozumieć, że można się poświęcić dla jakiejś słusznej sprawy, jak pomoc ludziom, którzy mają taki wstydliwy, acz upiorny problem, że w dzieciństwie jakiś ksiądz ich zmusił do oralu czy spenetrował doodbytniczo.

Szkoda, że Polska to jeszcze nie USA i Irlandia, gdzie już się o tym mówi, a ofiarom księży takim jak członkowie Bractwa Himawanti wypłaca wielomilionowe odszkodowania! Najwyższy czas na Polskę, aby ofiary wyszły na ulicę, pod Kościół i ostrzegały: nie dawajcie ludzie dzieci temu księdzu, tak jak głupi rodzice nas dawali na zboczone orgie!

Pozdrawiam wszystkich czytających Prawdę z Życia,

Janusz

———————————-

Jeszcze tu trochę dopiszę, jeśli pedofilska mafia swymi atakami hackerskimi nie zlikwiduje bloga, tak jak kilka innych pisanych przez ofiary gwałcone przez polskich księży pedofilów w dzieciństwie…

cdn.

Polecam strony internetowe:

http://himavanti.org

http://ryszard-matuszewski.com/pl

 

Antylicho

Reklamy

4 Komentarze

  1. Hi, dziękuję za uświadomienie prawdy na temat przyczyn prześladowania Mohana i Bractwa Himawanti przez terrorystów z Polskiej policji państwowej na łańcuchu księży pedofilów dokonywujących tych zbrodni na waszym Mohanie i całym tym Himawanti.

  2. Super tekst. Za prześladowanie Ireny Barcz powinno się zwyrodniałą Bożenę R. i Tadeusza M. skazać na dożywotnie więzienie! Albo na gułag w Chinach, bo tam miejsce takiej narkomanki jak Bożena R.

    Pozdrawiam

    Justyna H. z Torunia

  3. Chwała Bractwu Himawanti za wielką pracę demaskowania księży pedofilów i oczyszczanie polskiej ziemi z pedofilskiego ścierwa!

  4. Set out on this classic New Zealand campervan to the nursery from a wedding to a corporate event.
    This is definitely not uncommon. By definition resources are broken down into tangible, intangible and human resources.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: